Szkolni liderzy IT są zaniepokojeni. Nie o samych technologiach. Martwią się pieniędzmi, niedoborami kadrowymi i dotkliwym niedoborem wiedzy specjalistycznej. Z nowego raportu wynika, że rzeczywiście poczyniono postępy w opracowywaniu wytycznych dotyczących wykorzystania sztucznej inteligencji (AI) i narzędzi do walidacji. Fundamenty pozostają jednak chwiejne.
W rocznym raporcie State of EdTech przebadano prawie 600 dyrektorów ds. technologii (CTO). Wynik? Adopcja sztucznej inteligencji nabrała tempa. Prawie 80% okręgów szkolnych posiada wytyczne dotyczące sztucznej inteligencji, w porównaniu z 57% w 2025 r. Ten skok jest imponujący, szczególnie biorąc pod uwagę ogromną liczbę małych szkół wiejskich. Keith Kruger, dyrektor generalny CoSN, nazywa to „szokującym”. Przynajmniej zarządzanie problemami przebiega szybko i jest to ważny, zasadniczy krok.
„Widzimy ruch” – zauważa Kruger.
Jednak ten ruch uderza w ścianę. Ta ściana nazywa się „zasobami”. A dokładniej ich brak. Szkoły nie są w stanie kształcić wszystkich. Za mało pieniędzy. Za mało czasu. Nie chodzi tylko o naukę naciskania przycisków. Chodzi o zmianę sposobu myślenia administratorów i sposobu korzystania z narzędzi. Szkolenie musi być wysokiej jakości, w przeciwnym razie nie ma to żadnego znaczenia.
Czy powiaty chcą rygorystycznych przepisów? Nie. Podobają im się wytyczne ustalone przez hrabstwo lub stan. Ale mandaty federalne czy stanowe? Zapomnij o tym. Zatwierdzenie przez zarząd trwa wiecznie. AI zmienia się z dnia na dzień. Nie można zamrozić polityki na kamieniu, gdy technologia zmienia się z dnia na dzień.
„Sprawy toczą się szybko” – ostrzega Kruger.
Co zatem robią szkoły? Szkolą głównie personel w zakresie wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji do celów edukacyjnych. Tak robi 70% gmin. Narzędzia zwiększające produktywność dla nauczycieli? Około połowy. Jednak największy skok nastąpił w operacyjnej sztucznej inteligencji, z 37% w zeszłym roku do 64% obecnie. Zadania administracyjne są łatwiejsze do rozwiązania niż edukacyjne. Mniej niż połowa inicjatyw bezpośrednio dotyczy uczenia się uczniów. Kruger nazywa to „nisko wiszącym owocem”. Najpierw prostota obsługi, potem rewolucja edukacyjna. Prawidłowe wdrożenie sztucznej inteligencji w klasie wymaga czasu. Nie ma potrzeby się spieszyć.
Cyberbezpieczeństwo to koszmar
98% respondentów boi się cyberataków z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Oni się boją. Tylko 2% w ogóle nie przejmuje się tą kwestią. Tak samo wielu martwi się o prywatność danych uczniów.
Najbardziej zaskakujące: dwie trzecie z nich twierdzi, że nie ma budżetu ani personelu, aby uporać się z zagrożeniem.
Włamanie do Instructure w maju było brutalne. Zapłacono okup, a platformy wyłączono. Jeden z największych systemów edukacyjnych na świecie pogrążony jest w ciemnościach. Koszt braku inwestycji? Wysoka widoczność. Prawdziwe obrażenia. Kruger od 17 lat krzyczy o kwestii bezpieczeństwa. Kuratorzy w końcu go usłyszeli. Rady Dyrektorów. Może. To jest punkt zwrotny. Być może przestaną traktować łącze szerokopasmowe jako opcjonalne zagrożenie bezpieczeństwa. A może nie. W szkołach po prostu nie ma wystarczającej liczby ludzi, którzy mogliby strzec cyfrowych bramek.
Weryfikacja oprogramowania została uszkodzona
Pod całym tym szumem kryje się palący problem: kto testuje oprogramowanie? Ukośnik odwrotny względem czasu ekranowego jest rzeczywisty. Państwa żądają lepszej weryfikacji. Ale kto to prowadzi?
Szkoły zazwyczaj polegają na słowach dostawców na temat bezpieczeństwa ich produktów. To jest absurdalne. Kim Whitman z Smartphone Free Childhood mówi otwarcie: To tak, jakby firmy tytoniowe testowały papierosy pod kątem nikotyny. CIO nie może tego zrobić sam. To niemożliwe. Nikt nie potwierdza, czy produkty są bezpieczne, legalne i skuteczne.
„W tej chwili nikt tego nie robi” – powiedział Whitman.
Większość szkół ma swój proces. Testowane są bezpłatne narzędzia. Istnieją zatwierdzone listy. Ale luki pozostają. Tylko 29% pyta, czy produkty są dostępne dla osób niepełnosprawnych. To jest czerwona flaga. Obrońcy praw osób niepełnosprawnych są wściekli. Ogólne zasady ignorują dzieci niepełnosprawne. Ignorują zasadnicze różnice.
Sambhavi Chandrasekhar z D2L ma rację: rodzice dzieci niepełnosprawnych potrzebują miejsca przy stole.
A co z bezpieczeństwem? Tylko 55% wymaga od dostawców informacji dotyczących bezpieczeństwa. Mniej więcej połowa zostawia te drzwi szeroko otwarte. To jest znak ostrzegawczy. Przed nami mnóstwo pracy.
Kruger sugeruje skupienie się na pięciu wskaźnikach jakości. Określ, gdzie jesteś. Wystąpić. Zakupy to władza. Kontroluj to, co kupujesz. Kontroluj przy zakupie. Wszystko zależy od jednej rzeczy. Czy nadamy temu priorytet? Czy będziemy poważni?























