Rentgen naprawdę działa. Dlatego raczej nie warto próbować montować takiego urządzenia w domu. Promieniowanie to poważna sprawa. Istotą aparatu rentgenowskiego jest napromieniowanie przedmiotu wiązką promieni i obserwacja wyniku. Jeśli zrobisz to źle, konsekwencje przyjdą bardzo szybko. Na prace artysty DIY Mirko Pavleskiego warto jednak spojrzeć z zewnątrz. Udało mu się stworzyć działającą, domową instalację rentgenowską. I nie kupił gotowego zestawu – wszystko złożył od podstaw.

Źródło promieniowania

Skąd pochodzi promieniowanie? W instalacji Pawleskiego nie zastosowano nowoczesnych i drogich komponentów przemysłowych. Źródłem była lampa próżniowa, a konkretnie lampa DY86 wzięta ze starego telewizora CRT. Takie telewizory stopniowo odchodzą w zapomnienie, ale ich elementy wewnętrzne nadal są przydatne. DY86 był odpowiedzialny za przyspieszanie elektronów, tworząc wysokie napięcie potrzebne do działania ekranu. Wykorzystanie go do generowania promieni rentgenowskich było sprytnym rozwiązaniem, ale wymagało szczególnej ostrożności.

Wilhelm Roentgen odkrył promienie rentgenowskie w 1895 roku i za swoje odkrycie otrzymał pierwszą Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Ponad sto lat później podstawowa zasada nie uległa zmianie: promienie przechodzą przez obiekt, gęstsze materiały pochłaniają promieniowanie bardziej, a mniej gęste je przepuszczają. W ludzkim ciele kości wydają się białe, tkanki miękkie szare, a powietrze czarne. Pavleski zastosował te same zasady fizyczne do przedmiotów w swoim warsztacie, a nie do ludzi. Bezpieczeństwo było priorytetem: usunął karty mikropamięci i małe tranzystory, a nie palce u rąk i nóg.

Problem z obwodem zasilania

Nie było możliwości, aby lampa DY86 emitowała promieniowanie rentgenowskie po prostu podłączając ją do sieci. Lampa próżniowa wymaga pewnych warunków napięcia. Za niska – nic nie dostaniesz, za wysoka – kolba się rozbije. Pawlesk musiał się uczyć na swoich błędach: zanim mu się to udało, pękły trzy lampy.

Aby kontrolować obciążenie, zastosował łańcuch kilku zasilaczy. Proces rozpoczął się od generatora prądu stałego (DC) niskiego napięcia, który zasilał falownik prądu przemiennego (AC) wysokiego napięcia. Falownik dostarczał prąd do transformatora, po czym zadziałał powielacz napięcia. Ten krok był krytyczny: podniósł napięcie do poziomu wystarczającego do przełączenia lampy w tryb rentgenowski.

Przetwarzanie obrazu

Gdy urządzenie działało stabilnie, mogliśmy przejść do fotografowania. Zastosowano standardową kliszę stomatologiczną RTG. Film umieszczano za przedmiotem (zwykle małymi elementami elektronicznymi) i uruchamiano lampę błyskową. Potem przyszła praca w ciemnym pokoju: wywoływanie, naprawianie, ponowne pranie. Cały proces trwał około 30 minut. Wyniki były jasne: poszczególne tranzystory można było zdemontować wewnątrz obudowy karty mikropamięci.

Czy każdy powinien brać udział w tym projekcie? Absolutnie nie. Ryzyko narażenia na promieniowanie jest realne. Ryzyko eksplozji lampy próżniowej jest również realne. Pawleski dokładnie zbadał sprawę, użył sprzętu ochronnego i pracował w kontrolowanym środowisku. Większości ludzi lepiej będzie, jeśli po prostu spojrzy na te zdjęcia i zastanowi się, dlaczego profesjonalny sprzęt do obrazowania medycznego jest tak drogi.