El Niño powraca. Prawie na pewno. W czwartek amerykańska Narodowa Służba Meteorologiczna opublikowała zaktualizowaną prognozę potwierdzającą to, co podejrzewa wielu naukowców: zjawisko to będzie się utrzymywać. Co więcej, prawdopodobnie utrzyma się przez całą zimę na półkuli północnej.
Prawdopodobieństwo „powstania” fazy El Niño w okresie od maja do lipca wynosi 82%. To nie jest tylko przypuszczenie, ale konkretne prawdopodobieństwo wynoszące 82%. Zanim wkroczymy w zimę, szanse, że El Niño osiągnie swój szczyt, wzrosną do 96% w okresie od grudnia 2026 r. do lutego 2027 r. Pozostaje pytanie: czy będzie słaby, czy uderzy mocno?
Nie wiemy jeszcze, jak silny będzie. Ale znamy tę historię.
El Niño to cykliczny potwór klimatyczny, którego siłą napędową są zmieniające się temperatury oceanów i układy wiatrów. Zakłóca wzorce pogodowe i podnosi globalną temperaturę. Pamiętacie rok 2023? A rok 2024? W obu latach wystąpiły rekordowe fale upałów, częściowo dzięki aktywnemu El Niño, które zaostrzyło już istniejące trendy w zakresie zmian klimatycznych. Wszystko zintensyfikował.
Prognozy nie zgadują. Mierzą temperaturę powierzchni morza i obserwują zmiany wiatrów.
Aby oficjalnie nazwać rok „rokiem El Niño”, potrzebna jest pewna liczba: monitorowany obszar Pacyfiku musi się ocieplić. Mianowicie wzrośnie o około 0,5 stopnia Celsjusza powyżej normy. I to jest ważne: tak musi pozostać. Zasadę tę ustala Administracja ds. Oceanii i Atmosfery (NOAA), agencja, w ramach której działa Krajowa Służba Meteorologiczna.
Czy ktoś jest zaskoczony? Oceany długo zatrzymują ciepło.
Przygotowujemy się na zimę, która może unieść ciężar anomalii ostatnich lat. Dane są jasne, nawet jeśli wynik wydaje się niepewny. Modele wykazują stabilny trend.
Co się stanie, gdy wiatr ponownie zmieni kierunek?
